Wiatnamską kawę przyrządza się w bardzo prosty sposób: w specjalnym naczyniu z "dziurawym" dnem (zdjęcia poniżej) umieszcza się zmieloną kawę, przyciska czymś na wzór sitka i zalewa gorącą wodą, kawa skapuje bezpośrednio do szklanki, w której (wedle życzenia klienta) znajduje się odrobina (lub więcej niż odrobina) skondensowanego, słodkiego mleka. Nie sądziliśmy, że takie połączenie może mieć rację bytu, ale jak przekonaliśmy się po pierwszej filiżance, a w zasadzie szklance, naprawdę jest to bardzo udany mix. Można ją pić w dwojaki sposób: na ciepło - szklankę lub filiżankę wkłada, się do miseczki z gorącą wodą, tak, żeby podczas "skapywania" nie wystygła, oraz na zimno, co jest bardziej popularne - do zestawu naczynko do parzenia i szklanka ze skondensowanym mlekiem podaje się wysoką szklanę po brzegi wypełnioną lodem. Kiedy kawa już w całości przeniknie do szklanki z mlekiem, miesza sie ją i przelewa do szklanki z lodem. Zwykle do takiego zestawu podawana jest również jaśminowa, zielona herbata z lodem.
Wietnamska kawa jest dosyć mocno palona. Daje jej to niepowtarzalny, charakterystyczny aromat. W serwowanych nam do tej pory kawach doszukaliśmy się wielu specyficznych aromatów. Począwszy od smaku rozgryzionych ziarenek jagód, przez prażone ziarenka slonecznika, na głębokiej czekoladzie i kakao czy delikatnej wanilii skończywszy. Szkoda, że musieliśmy przyjechać na "drugi koniec świata", żeby jej spróbować. Bardzo cieszylibyśmy się gdyby była bardziej popularna i dostępna w Polsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz